czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 52

Założyłam ręce na piersi i przeniosłam wzrok na męża. Podszedł blisko i spojrzał na mnie. Nie wiedziałam, co mam w tym momencie zrobić. Czy zacząć rozmowę? Ja się boję, czuję, że odjęło mi mowę na kilka minut...  Ale przecież to tylko mój mąż. Mężczyzna, którego kocham ponad życie. Nie zachowuj się tak, Milena!
-Cześć - powiedział ledwo słyszalnie. Przełknęłam ślinę i niepewnie uniosłam głowę do góry. Milczałam, chociaż wiem, że było to niestosowne, bo to on rozpoczął rozmowę.
Nagle się rozpłakałam, łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Dziwnie się czułam, bo wyglądało to tak, jakbym chciała aby Michał się nade mną zlitował i wrócił do mnie... Chociaż może tylko ja tak myślę.
Kciukiem otarł słone kropelki.
-Powiedz coś do mnie, proszę - wyszeptał. Byłam w szoku. To on poprosił mnie, abym powiedziała jakieś słowo do niego.
-Ja... - wydusiłam z siebie. - Tak bardzo Cię przepraszam. Michał... - ocierałam łzy.
-Ciśś... - położył swój palec na moich ustach. - Tyle wystarczy. Wszystko jest już dobrze - przytulił mnie.
Poczułam ulgę, ale to wciąż nie oznaczało, że mi wybaczył.
-Ale... - w tym momencie spojrzał na mnie, a ja spuściłam głowę. 'Złapał' za mój podbródek i delikatnie 'pociągnął' moją głowę do góry.
-To ja przepraszam. Przemyślałem wszystko. Źle zareagowałem, ale byłem wściekły. Wiem, że bardzo tego żałujesz. Milena kocham Cię, chcę wrócić... - wymówił, a mi kamień spadł z serca.
-Michał, ja nie chcę abyś się nade mną litował, bo jestem w ciąży... - powiedziałam co myślę i spojrzałam w jego oczy.
-Zgłupiałaś? Ja się nie lituję. To, że jesteś w ciąży nie ma nic do rzeczy. Kocham Cię i nie potrafię bez Ciebie żyć. Rozumiesz?
-Rozumiem... Mimo wszystko bardzo Cię przepraszam - przyjmujący wpił się w moje usta.
-Obiecasz mi coś? - powiedział po kilku sekundach.
-Obiecam - kiwnęłam głową.
-Koniec z Bartoszem, jestem tylko ja. A niedługo nasza Kruszynka...
-Jego już dawno nie ma. Obiecuję - lekko się uśmiechnęłam.
-Chodźmy już.
-Misiek? - złapałam jego dłoń.
-Tak Kochanie?
-Dzisiaj mam wizytę u lekarza... - kiedy tylko to usłyszał szeroko się uśmiechnął.
-Będę mógł iść z Tobą? Proooszę - przeciągnął i zrobił oczy kota z Shyreka. :)
-Pewnie, że będziesz mógł - uśmiechnęłam się szeroko.
Michał podziękował po czym skierowaliśmy się do wyjścia. Dał mi kluczyki od auta, a sam pobiegł się szybko przebrać.

Obiad zjedliśmy na mieście. Wybiła godzina 15:30, a ja stawiłam się w gabinecie ginekologicznym. Tak jak obiecałam, towarzyszył mi mąż. Lekarz wykonał badanie USG. Wszystko w porządku. Byłam w 8 tygodniu ciąży... :))
Gdy wróciliśmy do naszego domu Michał był bardzo szczęśliwy. Wykonał telefon do swoich rodziców mówiąc im o naszym Małym Szczęściu. Oni również się bardzo ucieszyli. Jedyna osoba, która była niezadowolona z tego, że zostaniemy rodzicami to moja matka. Stwierdziła, że jest za młoda na bycie mamą, a ona na bycie babcią. Ale czego ja mogłam się spodziewać z jej strony? Że będzie mnie wspierać? Poda mi kilka rad? Albo może pomoże któregoś dnia?
Mogłam o tym zapomnieć...

Czas płynął bardzo szybko.
Graliśmy w półfinale z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Przegraliśmy dwa mecze u siebie i przenieśliśmy się do Kędzierzyna. Stan rywalizacji - 2:0 dla K-K.
11 kwietnia rozegraliśmy bardzo ważny dla nas mecz. Otóż od niego zależały 'nasze dalsze losy' w walce o podium. Straciliśmy bardzo ważnego zawodnika - Oliega Achrema, który doznał kontuzji podczas meczu w Rzeszowie.
Całe starcie wygraliśmy 3:2! A MVP został Piotrek Nowakowski. Pokazaliśmy, że potrafimy walczyć!
12 kwietnia odbył się kolejny mecz. Osobiście razem z żonami, dziewczynami i narzeczonymi siatkarzy wybrałam się do kędzierzyńskiej hali. Mój brzuch było już troszeczkę widać.
Emocje sięgały Zenitu... A kiedy sędzia zakończył spotkanie gwizdkiem mogłam odetchnąć. Euforia naszych siatkarzy, a także grupy kibiców (w tym ja :) ).
Wygraliśmy kolejny, bardzo ważny dla nas mecz!
Stan rywalizacji - 2:2! Oznaczało to, że przenosimy się do Rzeszowa na piąte, decydujące spotkanie.
Już 18 kwietnia rzeszowscy kibice mogli zająć miejsca w hali Podpromie. Ręce trzęsły mi się przez cały mecz. W końcu zagraliśmy o finał i to w pięknym stylu...
Mamy finał, Resovio, mamy finał. Tak trudno było uwierzyć...
Skra Bełchatów - nasz przeciwnik czeka już w finale. Ale teraz chwila odpoczynku dla siatkarzy. Jak to się mówi - "Jeśli wiara czyni cuda, trzeba wierzyć, że się uda" :)
22 kwietnia rozpoczęliśmy spotkania w finale. Drużyna z Bełchatowa nas rozbiła.
Ogólny stan rywalizacji to 3-0 dla rywala. I to oni stanęli na pierwszym miejscu. W głębi serca byłam smutna, natomiast bardzo dumna z chłopaków. Mamy drugie miejsce i z tego się cieszmy.
Podium prezentowało się tak:
1. PGE Skra Bełchatów
2. Asseco Resovia Rzeszów
3. Jastrzębski Węgiel.

Plus Liga się zakończyła, a Michał miał tylko kilka dni wolnego. Bowiem wcześniej dowiedzieliśmy się, że Antiga chce go w swojej drużynie. Przeżywałam już rozstania, więc wiem jak to jest. Na pewno będę tęsknić, ale jakoś wytrzymam.
Podczas tego wolnego zawitaliśmy do Wałcza, gdzie spędziliśmy dwa dni. Wróciliśmy do Rzeszowa i zostały nam zaledwie 3 dni. Później musimy się rozstać. Zawsze jest Skype, telefon, SMS-y. Damy jakoś radę, bo jak nie my to kto? :)
Pogoda w majówkę nie dopisała, ponieważ trochę padało, jednakże to nie przeszkodziło nam w rozpaleniu grilla. Zaprosiliśmy rodzinę Ignaczaków, a także zjawił się brat Michała - Błażej! Co bardzo mnie zdziwiło, bo nigdy nie przyjeżdżał. W dobrym towarzystwie spędziliśmy ten dzień.
W niedzielę zaczęłam pakować męża. Dopiero teraz, na myśl, że zostanę sama robiło mi się smutno.
-Zostaw to - poczułam, że Michał obejmuje mnie od tyłu i całuje w szyję.
-Kochanie, ale muszę dokończyć Cię pakować. - rzekłam.
-To później zrobimy razem. Teraz chcę się Tobą nacieszyć - podwinął moją koszulkę i przejechał dłonią po brzuchu. Obróciłam się i stanęłam przodem do męża. Zaczął mnie delikatnie całować. Stanęłam na palcach i położyłam dłoń na jego policzku. Kubiak ściągnął z siebie koszulkę, a później rozebrał mnie. Był bardzo delikatny i czuły. Nawet podczas stosunku. Uważał na brzuch, aby nic się nie stało.
W pewnym momencie usłyszałam trzask drzwi i hałas potłuczonego szkła.....

______
Dzień Dobry :)
Jak się mają moje czytelniczki? Czy tylko ja nie mogę się doczekać jutrzejszego meczu? 
Nie będę już tutaj mówić o trzech poprzednich! ^^
Wybaczcie, że rozdział krótki i troszeczkę chaotyczny, ale długo zbierałam się aby go napisać.
Dziękuję wszystkim za motywację ;)
Pozdrawiam i do następnego :*

czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 51

Dobre 10 minut opowiadałam ojcu wszystko, co wydarzyło się ostatnio. Nie przerywał mi, siedział cicho. Wiedział, że nie lubię, jak ktoś wcina mi się w słowo. Gdy skończyłam mówić zasłoniłam twarz, ponieważ nie mogłam powstrzymać łez. Usiadł obok mnie i przytulił. Chwyciłam jego dłoń, jednak drogą ręką ciągle się zasłaniałam.
-Milena... - powiedział cicho - Nie wiem, co mam Ci powiedzieć. Nigdy w życiu nie przypuściłbym, że zrobisz coś takiego. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Głowa do góry. Michał Cię kocha i na pewno wybaczy tą zdradę. Tylko musisz z nim porozmawiać, spokojnie porozmawiać. Wszystko sobie wyjaśnicie i będzie dobrze. Szczególnie, że za kilka miesięcy na świat przyjdzie Wasze Maleństwo. Spójrz na mnie... - niechętnie uniosłam głowę i spojrzałam w jego oczy. Po chwili zaczął mówić dalej. - Każdy w życiu popełnia błędy. Robimy jakieś głupie rzeczy, a później tego żałujemy. Dlatego przestań płakać i weź się w garść - kciukiem wytarł łzy, które spływały po moich policzkach.
-Najgorzej boję się tej rozmowy z nim. Dobrze wiesz, jaki jest Michał... - wyszeptałam w jego stronę.
-Nie musisz się bać, na pewno nic Ci nie zrobi.
-Bardziej chodzi o jego słowa, mówi co myśli. Tato, a Ty co byś zrobił na jego miejscu?
-Ja? Na jego miejscu bym Ci wybaczył i tu nie chodzi tylko o dziecko.
-Spróbuję z nim porozmawiać, ale już nie dzisiaj.
-Będzie dobrze, wierzę w Ciebie - lekko się uśmiechnął.
-Dziękuję... - wyszeptałam i ponownie się do niego przytuliłam. Wiedziałam, że na ojca zawsze mogę liczyć. Nie to co na moją matkę. Ona potrafi tylko krytykować innych.
-Zostać u Ciebie na noc? - zapytał nagle.
-Nie, nie musisz. Dam sobie radę - oderwałam się od siatkarza i sztucznie się uśmiechnęłam.
-No dobra, w takim razie będę leciał. O Michała się nie martw, zostanie u nas. Mam nadzieję, że wytrzeźwieje do jutra na trening.
-Dzięki jeszcze raz - wstałam i odprowadziłam ojca do drzwi. 
Na pożegnanie pocałował mnie w policzek, oczywiście musiał jeszcze powiedzieć kilka słów. Kiedy upuścił dom, zamknęłam drzwi na klucz. Przeniosłam się do kuchni, gdzie pomyłam dwa talerzyki oraz dwa kubki. Podlałam jeszcze kwiaty, bo o tej czynności wyjątkowo zapomniałam. Chwyciłam telefon i przez chwilę stałam w bezruchu. Miałam ochotę zadzwonić do Michała, jednak odpuściłam. Odłożyłam smartfon na miejsce. Postanowiłam wziąć szybki prysznic. I tak też uczyniłam. Kilka minut po godzinie 21. leżałam w łóżku. Mimo tego, że dzisiejszy dzień był pełen wrażeń, szybko zawitałam do Bram Krainy Morfeusza.

Następnego dnia obudził mnie dzwonek mojego telefonu. Wyciągnęłam rękę w stronę szafki, na której leżał. Nie otwierając oczu wzięłam go i odebrałam.
-No cześć Milenka! Idziesz na nasz trening? - przywitał mnie Alek Achrem, a ja aż usiadłam.
-Heej - przeciągnęłam ziewając.
-Czekaj, czekaj. Czy ja Cię obudziłem? - zadał kolejne pytanie.
-Noo... Obudziłeś - przyznałam.
-Milena, jest 11:36. O 12:15 mamy trening, zdążysz? 
-Co, co, co? - wstałam z łóżka. - Już ta godzina?! Jezu, Alek... Dziękuję, że zadzwoniłeś. Mimo, że chyba nie idę na trening, to i tak dzięki.
-Jak to nie idziesz? - zapytał.
-Yy... - zmieszałam się. - No dobra. Przyjedziesz po mnie? Opowiem Ci wszystko po drodze na halę - mówiąc podeszłam do okna.
-A Michał? Z nim możesz jechać.
-No i tu jest problem. Ale przyjedziesz, to się wszystkiego dowiesz.
-No dobra, niech Ci będzie. Jestem za 15 minut. 
-15 minut? - zrobiłam wielkie oczy. 
-Nie moja wina, że tak długo spałaś - zaśmiał się. - Pośpiesz się - powiedział i się rozłączył. 
Włożyłam telefon do małej kieszonki od spodni piżamy. Wzięłam ubrania, które na szczęście wczoraj przygotowałam. Wybiegłam z sypialni kierując się od razu do łazienki. 
Ubrałam się w mgnieniu oka. Ustałam przed lustrem, zrobiłam delikatny makijaż i spięłam włosy w wysokiego kucyka. Kiedy odkładałam szczotkę usłyszałam dzwonek do drzwi.
Spojrzałam jeszcze raz na swoje odbicie w lustrze i wyszłam z pomieszczenia. Podeszłam do drzwi, przekręciłam klucz i nacisnęłam na klamkę.
-Cześć Al... - spojrzałam na osobnika. Właściwie to było widać wielki bukiet czerwonych róż, a nie twarz osoby, która stała przede mną.
-No hej Milena - to wcale nie był rzeszowski kapitan. Dał mi kwiaty i pocałował w policzek.
-Bartek, a teraz możesz zabrać te kwiatki, wyjść i więcej tu nie przychodzić. Poza tym skąd wiesz, gdzie mieszkam?! - spojrzałam na środkowego.
-Nie krzycz na mnie. Chciałem Cię tylko zobaczyć. Zniknęłaś tak nagle wtedy, zostawiłaś tylko karteczkę - niebezpiecznie zbliżył się do mnie.
-Czekaj, chyba się nie zrozumieliśmy. To co się wtedy wydarzyło wcale nie powinno mieć miejsca - uniosłam głowę, aby móc spojrzeć w jego oczy. - To nic nie znaczyło. 
-Ale Milena... Przecież nikt o tym nie musi widzieć - chwycił moją dłoń.
-Śmieszny jesteś, wiesz? Powiedziałam o wszystkim Michałowi. 
-Jak to? - zdziwił się. 
-Normalnie. A wiesz co Ci jeszcze powiem? - wciąż patrzyłam w jego oczy. Milczał czekając na moją odpowiedź. - Jestem w ciąży. 
-Jesteś w ciąży... - powtórzył cicho. - Z Michałem?
-A z kim innym? Na pewno nie z Tobą.
-Może jednak - wyszeptał wpijając się zachłannie w moje usta. Odepchnęłam go od siebie, a on wpadł na Alka. Nie widziałam go wcześniej. Pewnie słyszał naszą rozmowę. Ale wpadka...
Przyjmujący wyrzucił środkowego za drzwi i je zamknął. Spojrzał na mnie, a ja podrapałam się po głowie.
-Alek, bo wiesz... To nie tak. - uniosłam głowę. 
-Tak przeczuwałem, że coś Cię z nim łączy - powiedział zakładając ręce na piersi.
-To była jedna noc, a Michał o wszystkim wie. Bardzo żałuję, że w ogóle go poznałam. - tłumaczyłam się.
-No dobra. Ja nie będę wnikał. Mam nadzieję, że Michałowi przejdzie cała złość, w końcu jesteście małżeństwem i... I spodziewacie się dziecka, tak?
-Dokładnie tak - potwierdziłam. 
-Gratulacje - delikatnie się uśmiechnął i podszedł do mnie lekko przytulając. Poklepałam go po ramieniu i 'wyszłam' z jego objęć.
-Dziękuję. Teraz jedźmy już, bo naprawdę się spóźnimy.
Szybko dotarliśmy na miejsce. Nie chciałam żeby ktoś widział, że przyjechałam z Alkiem. A szczególnie jakby Michał nas zobaczył, to mógłby znowu coś sobie pomyśleć. 
Poszłam pierwsza na halę gdzie zajęłam swoje miejsce. Na szczęście kapitan zdążył na trening.
Uważnie obserwowałam chłopaków. Mąż dobrze wiedział, że tu jestem. Kilka razy patrzył w moją stronę. Jego spojrzenie było takie zimne, oznaczało to, że wciąż był na mnie zły.
Trening zakończył się po 2 godzinach. Wstałam i spojrzałam na Miśka. Igła poklepał go po plecach oraz powiedział coś na ucho. Wzięłam aparat do ręki, zauważyłam, że przyjmujący nieśmiało idzie w moją stronę. Serce znowu zaczęło mi szybciej bić...



_______
Dzień Dobry :)
Prawie miesiąc tutaj nie zaglądałam... (Kolejny raz przepraszam.)
Bardzo dziękuję za 51 tysięcy wyświetleń <3 
Ostatnio minął również rok, jak jest bloggerką i ten blog istnieje :)
Taka mała rocznica :D 
Bardzo dziękuję Asi za wczorajsze życzenia <3 Również dziękuję Milenie, za ten kolaż z Dzikiem! :)
Dużo się działo kiedy mnie nie było. PlusLiga zakończona (transfery... czyste szaleństwo! :D), więc to oznacza, że zaczynamy sezon reprezentacyjny. Czy tylko ja nie mogę się doczekać pierwszego meczu naszych Orłów? ^^
Pan Michał Winiarski kapitanem! :) Jak dla mnie bomba, dobry wybór ;).
Aha! I jeszcze coś, powstała zakładka "Spam", tam możecie informować mnie o nowościach. 
Zostawiam Wam rozdział i pędzę nadrabiać rozdziały.
Do następnego, pozdrawiam :*

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 50

Przenieśliśmy się do salonu, gdzie usiedliśmy na kanapie. Mąż spojrzał mi głęboko w oczy. Po cholerę zaczynałam temat... -pomyślałam.
-No mów - uśmiechnął się. - Co jest?
-Michał, bo wiesz... - nie wiedziałam, jak to powiedzieć, jak zacząć.
-Bo? - niecierpliwił się.
-Nie byłam Ci do końca wierna. - wydukałam z siebie.
-Coś Ty powiedziała?! - wybuchł złością. - Zdradziłaś mnie?
-Nno... Tak. Ale to nic nie znaczyło - próbowałam się tłumaczyć.
-Znaczyło! - wstał. - Jak mogłaś mi to zrobić?! A może to wcale nie jest moje dziecko?! - krzyczał.
-Nie. To jest na pewno jest Twoje dziecko. To był tylko jeden raz - ustałam przed nim.
-I o jeden za dużo! - chciał mnie chyba uderzyć, ponieważ jego ręka podniosła się. Jednak zawiesił ją w powietrzu i spuścił głowę. Nie wiedziałam, co mam teraz powiedzieć. Jak mu wytłumaczyć, że tego nie chciałam? Przecież i tak postawi na swoim. 
-Kochanie - powiedziałam cicho i starałam się złapać go za rękę, jednak z każdym moim ruchem również on się usuwał. - Przepraszam, naprawdę nie chciałam - uniosłam głowę, by móc spojrzeć w jego oczy.
-Chuj mnie to obchodzi! - krzyknął kolejny raz i wyszedł z pomieszczenia.
-Michał! Porozmawiajmy, proszę. Stój - ruszyłam za nim. Głos sam mi się łamał, a łzy spływały już jak grochy bo bladych policzkach.
-Nie będę rozmawiał z dziwką! - rzucił i wyszedł z domu trzaskając przy tym drzwiami.
Jego słowa cholernie zabolały. Faktycznie poczułam się jak dziwka. Dziwka, która pieprzy się z prawie kompletnie Ci nie znanym gościem. Nigdy nie czułam się tak źle, jak dzisiaj. Żałowałam tego wieczoru, żałowałam, że w ogóle spotkałam się z Bartkiem. Przecież wcale go nie kocham. Dla mnie liczy się tylko Michał i nasza mała Kruszynka, która za 9 miesięcy przyjdzie na świat. Zepsułam wszystko, a teraz muszę to naprawić. Będę walczyć, aby to małżeństwo przetrwało. Nie, nie, nie! Stop! Nie mogę się nawet dopuścić myśli, która świadczyłaby o całkowitej zaprzepaści tego związku.

Kilkanaście razy dzwoniłam do męża. Ten za każdym razem odrzucał, aż w końcu wyłączył komórkę. Jeszcze bardziej zaczęłam płakać, choć to mi nic nie pomoże. Nie mogę tak siedzieć z białą szmatką w ręku i nic nie robić. W pokoju, w którym siedziałam rozległ się dzwonek mego telefonu. Pełna nadziei, że to Michał spojrzałam na wyświetlacz. Speszyłam się, bo to nie był mąż, a Iwona. Wzięłam głęboki wdech i odebrałam.
-Słucham? 
-Milenka! Dziecko moje Kochane - mówiła uradowana do słuchawki. - Przyjeżdża Krzysiek i mówi taką nowinkę. No nie wierzę! Gratulację! - po jej głosie można było poznać, że szeroko się uśmiecha i chodzi po pokoju. Bardzo dobrze ją znałam.
-Dzięki - wydusiłam z siebie.
-Co jest? Nie cieszysz się? - ona widać też poznała, że coś jest nie tak.
-Cieszę, bardzo się cieszę. Ale nie chodzi o to... Opowiem Ci kiedy indziej. Cześć - nie czekałam, aż coś odpowie. Zakończyłam połączenie. Odłożyłam telefon i poszłam wziąć zimny prysznic. Dobrze mi zrobił, przestałam płakać. Zawsze w domu, przed jakimiś testami, których często się bałam mama parzyła mi melisę. Postanowiłam zrobić tak samo. Przygotowałam kubek, wrzuciłam saszetkę oraz nastawiłam wodę. Oparłam się o blat i zasłoniłam twarz. Łzy wciąż cisnęły mi się do oczu, ale przecież nie mogłam ciągle płakać. Głowa i tak mnie bolała, a to wszystko przez moją głupotę. Kiedy czajnik zaczął gwizdać i gorąca ciecz trafiła do naczynia usłyszałam, że ktoś puka do drzwi. Odstawiłam ulubiony kubek na stół i poszłam otworzyć. Przekręciłam zamek i nacisnęłam klamkę.
-Cześć córciu - powiedziała uśmiechnięta od ucha do ucha Krystyna i rzuciła się na mnie.
-Mamo? Co Ty tu robisz? Po co przyszłaś? Chciałaś mnie tylko zobaczyć? Stęskniłaś się? - na samym początku zaczęłam zadawać zbędne pytania. 
-Oj przestań. Płakałaś? - spojrzała na mnie.
-Co Ciebie to obchodzi? - rzuciłam oschle w jej stronę. 
-Córeczko, nie bądź taka niemiła. Nie tak Cię wychowałam. 
-Wchodź - zrobiłam Jej miejsce w drzwiach.
Kiedy weszła, zdjęła swój płaszczyk, który bardzo lubiła i mimo małej dziurki przy kieszeni (mama nigdy nie potrafiła szyć), wciąż go nosiła. Powiesiła swój czarny berecik, który kiedyś, jeszcze kiedy byłam dzieckiem zakupiła sobie we Włoszech. Skromnie ubrana, jednak czysto. 
-Chcesz coś do picia? - powiedziałam kiedy prowadziłam ją do salonu.
-Nie dziękuję. Gdzie Twój mąż? - zapytała uważnie przyglądając się zdjęciu, na którym byłam ja z Michałem. Musiało jej się rzucić w oczy, ponieważ wisiało w wielkiej antyramie. 
-Yy... Jest na treningu - skłamałam i wskazałam jej miejsce, gdzie może usiąść.
-Rozumiem. Nudzi Ci się samej, no nie?
-Mhm - westchnęłam. Do salonu wbiegł Nikuś, który domagał się jedzenia.
-Zabierz tego psa! - krzyknęła Krystyna. Mama odkąd pamiętam panicznie bała się psów. Ponoć kiedyś jakiś ugryzł ją w nogę i od tamtej pory nienawidzi tych zwierząt.
-Spokojnie, to jeszcze szczeniak. Nic Ci nie zrobi. - wstałam i wyszłam z psem. Nalałam mu do miski wody, a w drugą nasypałam ulubionej karmy. Wróciłam do gościa zamykając za sobą drzwi.
-No więc, odpowiesz mi na pytanie, które zadałam Ci na samym początku? Płakałaś? - matka wbiła we mnie wzrok, a ja usiadłam wygodnie.
-Tak, ze szczęścia - próbowałam się uśmiechnąć, jednak wciąż kłamałam. 
-Co to ma znaczyć? - miała jakiś dziwny ton. 
-No wiesz, z Michałem staraliśmy się o dziecko i się udało. Rozumiesz?
-W ciąży jesteś? - na to co powiedziałam wcześniej rodzicielka się wyprostowała.
-Jakbyś Ty to powiedziała: Jestem w stanie błogosławionym. Czyli w ciąży, zgadza się. - przyznałam. 
-Do końca zgłupiałaś?! - zerwała się na równe nogi.
-O co Ci chodzi? - spojrzałam przerażona na nią.
-O ten tramwaj, co nie chodzi! Przecież Ty jesteś nieodpowiedzialna! Dziecko drogie! Ty w roli matki? O nie, nie! Tego jeszcze nie grali. - wyszła z głową uniesioną do góry. Biegiem się ubrała i opuściła dom.
Kolejna osoba, która swoimi słowami strasznie mnie rani. Jak mogła tak powiedzieć? Moja własna rodzicielka? Dlaczego wciąż tak o mnie sądzi? Nie znałam odpowiedzi na to pytanie. 
Miałam ochotę wyjść z domu i poszukać gdzieś Michała, jednak stwierdziłam, że to bezsensu. Musiałabym przejść 4 km by dotrzeć do Rzeszowa. Zaczęło się ściemniać, a ja siedziałam na łóżku przy zgaszonym świetle. Nie płakałam ponieważ uświadomiłam sobie, że to nic nie da. Zaczął dzwonić mi telefon. Drapnęłam go z szafki, a na wyświetlaczu przeczytałam "Tata" oraz zdjęcie moje i Jego. Przeciągnęłam zieloną słuchawkę na ekranie. 
-Milena, przyjedź po Michała - powiedział bez przywitania się.
-Jest u Was? - ożywiłam się.
-Tak, przyszedł przed chwilą. Jest kompletnie pijany i nie chce nic mówić. 
-Boże, tato... Przepraszam za niego, ale ja nie mam czym przyjechać. Michał wziął samochód - podrapałam się po głowie.
-Przyjechać po Ciebie?
-Nie wiem, on i tak nie będzie chciał ze mną wrócić - wyszeptałam.
-Dlaczego? Co się stało? 
-To nie rozmowa na telefon. Przyjedź, powiem Ci o wszystkim.
-Będę za 15 minut, cześć - rozłączył się.
Wstałam i zeszłam na dół, gdzie zaczekałam na ojca. Zawsze był na czas, wcześniej ustalony. Na samym początku naszej rozmowy powiedział, że Michał nie chciał jechać z nim. Gdybym ja tam pojechała, byłoby tak samo tyle, że pewnie jakaś kolejna kłótnia by wybuchła pomiędzy nami. Nie pomyślałam nawet o tym, by wrócił z libero. On miał strasznie trudny charakter, a teraz był jeszcze na mnie zły.
Usiedliśmy w salonie, gdzie od początku przedstawiłam Krzyśkowi przebieg wydarzeń.

____
Dzień Dobry. ;)
Na samym początku chciałabym bardzo podziękować za to, że jesteście ze mną, czytacie, komentujecie <3 Rozdział 50 za Nami. :) (Przepraszam, wiem, że nie ma w nim nic specjalnego...)
W maju będzie rok jak jestem Bloggerką! Jak ten czas szybko płynie. :)
Ostatnio z łasicą, którą bardzo serdecznie pozdrawiam ;* Dodałyśmy rozdział 9. ;) Jeżeli ktoś jeszcze nie wiedział, to zapraszam. ( http://mozesz-wiecej-niz-myslisz.blogspot.com/ )
O 20:30 rozpocznie się mecz pomiędzy drużyną z Rzeszowa, a drużyną z Kędzierzyna Koźle. Mam nadzieję, że w tym 5. meczu wygra Asseco i to oni zagrają ze Skrą w finale.
Jeszcze tak na koniec (bo pewnie nic się już do świąt nie pojawi), życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt Wielkanocnych, oraz mokrego Śmingusa Dyngusa ^.^
Pozdrawiam! :*

piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział 49

Zaczęła strasznie boleć mnie głowa. Jednakże dzielnie pomagałam Michałowi. W pewnej chwili nie wytrzymałam. Nogi mi się ugięły, a ja upadłam na zimne płytki kuchenne.
-Milena! - mąż uklęknął przy mnie i delikatnie potrząsnął. Uniosłam rękę i złapałam się za głowę, po czym otworzyłam oczy. 
-Wszystko w porządku. - wydukałam.
-Kochanie, co się dzieje?
-Źle się poczułam - odpowiedziałam i podniosłam się. - Już jest ok.
-Na pewno? - kiedy to powiedział zrobiło mi się niedobrze. Pobiegłam do łazienki i nachyliłam się nad muszlą. Zwróciłam całą zawartość żołądka.
-Co jest? - wszedł do pomieszczenia i podszedł do mnie. 
-Nie mam pojęcia. - odgarnęłam włosy.
-Chodź, położysz się - wyciągnął rękę w moją stronę, a ja ją chwyciłam. Zaprowadził mnie do sypialni i gdy się położyłam przykrył szczelnie kocem. - Spróbuj zasnąć - rzekł i skierował się do wyjścia. Mruknęłam coś pod nosem, a kiedy siatkarz wyszedł zamknęłam oczy. Nie udało mi się zasnąć. Miesiączka spóźniała mi się już prawie dwa tygodnie. Często też bolała głowa. Z rozmyślania wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Wstałam i szybko zeszłam na dół. Michał właśnie otwierał drzwi.
-Cześć - usłyszałam męski głos.
-Siema Igła, wchodź. - Kubiak zrobił mu miejsce w drzwiach.
-Hej tatusiu - sztucznie się uśmiechnęłam i przytuliłam osobnika.
-Miałaś leżeć - wtrącił się przyjmujący.
-Przepraszam... - wyszłam z objęć Ignaczaka i drugi raz pobiegłam do łazienki.
-Nie wiem co się z nią dzieje - powiedział Kubiak do przyjaciela.
-Wymiotuje? 
-Tak, poczekaj pójdę do niej.
-Czekaj, Michał. Ja to zrobię - libero poklepał go po ramieniu i szybkim krokiem poszedł do pomieszczenia, gdzie znajdowałam się ja. - Milena...
-Wyjdź stąd - powiedziałam twardo.
-Nie chcę Cię straszyć, może Ty..?
-Ja też o tym pomyślałam. - spuściłam głowę.
-Boże, będę dziadkiem? - zaśmiał się. 
-To nie żarty - spojrzałam na niego. 
-Przepraszam. Ogarnij się i jedź z Michałem do apteki - rzekł po czym zostawił mnie samą. 
-Nie muszę nigdzie jechać - podniosłam się i zmierzyłam wzrokiem Krzyśka.
-Dobra, to idę do Michała. A Ty zrób ten test, czy coś tam. - powiedział i wyszedł. Spojrzałam w lustro i również wyszłam z pomieszczenia kierując się na górę, a później do sypialni. Zauważyłam, że mój telefon zaczął wibrować. Drapnęłam go z szafki i bez patrzenia na wyświetlacz odebrałam. 
-Milena Kubiak, słucham? - rzekłam.
-Co tak oficjalnie? - zaśmiał się do słuchawki osobnik.
-Alek... - powiedziałam do siebie - Cześć, po co dzwonisz? 
-Widziałem Cię wczoraj. Z torebki wypadł Ci portfel.
-Naprawdę? Masz go? - wypytywałam. 
-No tak, nie zauważyłaś, że go zgubiłaś? 
-Nie, niedawno temu wróciłam do domu. 
-Dobrze. Wpadniesz po niego?
-Hm, weź go jutro na trening. Ok?
-Jasne, nie ma sprawy. Miłego dnia. - powiedział i zakończył połączenie. 
Uwielbiałam ten słodziutki akcent kapitana rzeszowskiej drużyny... :)
Wyjęłam z torebki test ciążowy, który zakupiłam kilka dni temu. To prawda, staraliśmy się z Michałem o dziecko. Oboje tego pragniemy, ale ja nie ukrywam, że trochę się boję. Już raz je straciliśmy, tylko wtedy nie było planowane. 
Teraz też do mnie doszło, jak wielką głupotę zrobiłam zdradzając Michała. Wszystko działo się tak szybko. Muszę znaleźć siły, by powiedzieć o tym Miśkowi. Prędzej czy później wyszłoby to na jaw.
Z testem pokierowałam się znowu do łazienki, którą dzisiaj odwiedzałam już bardzo dużo razy. Przeczytałam kilka razy instrukcję i wykonałam test. Położyłam je okienkiem do góry i czekałam. Czas zaczął mi się strasznie dłużyć. Co chwilę spoglądałam na mały prostokącik. Zamknęłam oczy, ale nie na długo, bo minął czas. Zacisnęłam zęby i przeniosłam znowu wzrok na małą rzecz, którą wzięłam do ręki. Wszystko było już wiadome. Otarłam jedną łezkę, która spływała po moim policzku. Wyszłam z łazienki i nieśmiało podeszłam do Michała, który zauważając mnie natychmiast zerwał się na równe nogi. Spojrzał w moje oczy, jednak nie wymówił żadnego słowa. Chyba czekał, jak ja coś powiem. 
-Pozytywnie.
-Co to znaczy?
-Michał... Za 9 miesięcy na świat przyjdzie nasze dziecko - wyszeptałam. 
-Mówisz poważnie? - chciał się upewnić. 
-Jak najbardziej - próbowałam się jakoś uśmiechnąć. Mąż wziął mnie na ręce i czule pocałował.
-No nie wierzę! Będzie mały Kubiak, albo mała! - krzyknął uradowany Krzysiu.
Michał postawił mnie na ziemię. 
-Staruchu, dziadkiem będziesz - zaśmiał się przyjmujący. 
-Eee tam - machnął rękom i przytulił mnie. - Gratulacje. Muszę już jechać, Iwona mnie zabije, miałem tylko jechać po mleko, a wpadłem jeszcze do Was. 
-Jasne tatusiu - odprowadziłam go. - Widzimy się jutro - zamknęłam za nim drzwi i wróciłam do męża. 
-Mam nadzieję, że to nie był żart - przyciągnął mnie do siebie.
-Nie - pokazałam mu prostokącik, na którym widniały dwie czerwone kreski. 
-Kocham Cię - wypowiedział te dwa słowa i pocałował w skroń. 
-Ja Ciebie też, ale muszę Ci coś powiedzieć... - zaczęłam niepewnie.


__________
Dzień dobry.
Bardzo Was przepraszam za ten rozdział. Wena znowu mnie opuściła, chociaż jej nie ma już od dawna. Nie tak planowałam rozdział i przebieg wydarzeń, ale wyszło, jak wyszło. Mileno, przepraszam Cię również za to, że rozdział nie pojawił się we wtorek, a był planowany na wtedy... Podoba Wam się 26-osobowy skład reprezentacji Polski? :) Mi bardzo, tylko przyznam, że brakuje mi Grzegorza Kosoka, ale środkowych i tak w kadrze mamy świetnych. :)
Play-offy jeszcze trwają, jak na razie Skra oraz Zaksa są najbliżej finału.
Do następnego,
pozdrawiam Jullaa.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Liebster Award - ciąg dalszy :)

Bardzo dziękuję za kolejne nominacje do Liebster Award :)
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osób, która Cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Zacznę od pierwszej nominacji :)
Mianowicie nominacja od Agaty Wener ( http://taneczna-siatkowka.blogspot.com/ )
PYTANIA:
1. Ile masz lat?
-Mam lat 14. ;)
2. Ulubiona książka?
-Hmm, szczerze to nie mam ulubionej książki. 
3. Ulubiony film?
-Zdecydowanie Szybcy i Wściekli :)
4. Ulubiony klub?
-Jednego ulubionego nie mam. Resovia, Jastrzębski i Skra.
5. Jaki lubisz rodzaj muzyki?
-Chyba każdy, oprócz metalu. ;)
6. Jakiego zawodnika lubisz najbardziej?
-Najbardziej lubię Grzegorza Kosoka :D 
7. Ulubiony zagraniczny klub?
-Lube Banca Macerata.
8. Twoje zainteresowania?
-Siatkówka, fotografia. :)
9. Jakiego siatkarza chciałabyś spotkać?
-Najbardziej to wszystkich, ale jeżeli już chodzi konkretnie to Krzysztofa Ignaczaka. :)
10. Jaka jest twoja ulubiona siatkarka? 
-Anna Werblińska. :)
11. Dlaczego siatkówka?
-Dlaczego? Myślę, że konkretnego argumentu nie mam. Cudowny sport, który łączy ludzi... :) 


Kolejna nominacja od: ola11515 ( http://warto-zyc-marzeniami.blogspot.com/ )
PYTANIA:
1. Ulubiony klub siatkarski?
-Jeżeli chodzi o PlusLigę to Asseco, Jastrzębski i Skra. Nie mam jednego. :)
2. Trenujesz coś?
-Tak, trenuję siatkówkę. :)
3. Byłaś na meczu siatkówki?
-Niestety nie byłam...
4. Jak myślisz kogo powoła nowy trener?
-Hmm, nie ma pojęcia. Myślę, że da szanse pewnym zawodnikom...
5. Czy Mariusz Wlazły wróci do kadry?
-Chyba tak. 
6. Wybiersz się na jakiś mecz?
-Prawdopodobnie zawitam do Bydgoszczy na mecz LŚ 22 czerwca :)
7. Ulubiony siatkarz?
-Nie mam jednego... ;/ Kubiak, Kosa, Igła
8. Ulubiona siatkarka?
-Anna Werblińska.
9. Komu kibicujesz?
-Resovii, Jastrzębiu i Skrze.
10. Ulubiony film?
-Szybcy i Wściekli. 
11. W jakim mieście siatkarskim chciałabyś mieszkać ?
-ZDECYDOWANIE RZESZÓW!!! <3 

Ostatnia już nominacja od: Panna A ( http://bede-walczyc-do-konca.blogspot.com/ )
PYTANIA: 
1. Jak zaczęła się twoja przygoda z siatkówką?
-Moja przygoda z siatkówką zaczęła się od wygrania Ligi Światowej 2012. :)
2. Co skłoniło cię do napisania opowiadania?
-Co mnie skłoniło? Nic właściwie. Sprzątając pokój któregoś dnia pomyślałam, że warto spróbować i tak jakoś wyszło. :)
3. Ulubiony zawodnik?
-Nie mam jednego. ;) Michał K., Grzegorz K., Ignaczak. :)
4. Ulubiony klub?
-Również nie mam jednego. Resovia, JW, Skra. 
5. Wybierasz się na jakiś mecz siatkówki w tym roku?
-Prawdopodobnie pojadę do Bydgoszczy na LŚ.
6. Wybierasz się w sierpniu na premierę filmu "Drużyna"?
-TAAAAAK! <3 :)
7. Dlaczego bohaterem twojego opowiadania jest akurat ten siatkarz, a nie inny?
-Jeżeli chodzi o Michała to jest on dla mnie przykładem wspaniałego siatkarza. Walczy zawsze do końca, nie poddaje się. :) Dlaczego nie inny? Może dlatego, że Michał był pierwszym siatkarzem jakiego poznałam. W sensie, zobaczyłam wywiad. :)
8. Twoje motto?
- "Bądź zawsze sobą". 
9. Masz inne zainteresowania?
-Tak, innym zainteresowaniem jest siatkówka. :)
10. Planujesz przyszłość z siatkówką?
-Raczej nie. Jednak na pewno zawsze będę kibicem. :)
11. Grasz w jakimś klubie siatkarskim?
-Tak, gram :) Volley Vasyl. ;) 

Ja nominuję: 
http://volleyballstorydream.blogspot.com/
http://faith-hope-volleyball.blogspot.com/
http://szukajacszczescia-lookingforhappiness.blogspot.com/
http://siatkowka-w-moim-zyciu.blogspot.com/
http://glupimaszczescie.blogspot.com/
http://swiatla-zaprowadza-cie-do-domu.blogspot.com/
http://ulotneszczescie.blogspot.com/
http://jak-my-to-nikt.blogspot.com/
http://be-my-heartbeat.blogspot.com/
http://nie-moge-zyc-bez-ciebie.blogspot.com/
http://pasiasteserce.blogspot.com/


Moje pytania :) 
1. Ile masz lat?
2. Co lubisz robić w wolnym czasie?
3. Co najbardziej denerwuje Cię w siatkówce?
4. Skąd myśl na prowadzenie bloga?
5. Byłaś kiedyś na jakimś meczu?
6. Kto jest Twoim siatkarskich autorytetem? 
7. Jakiemu klubowi kibicujesz w Orlen Lidze i Plus Lidze?
8. Jakiego siatkarza sobie najbardziej cenisz?
9. Co sądzisz o zmarłym tragicznie Arkadiuszu Gołasiu? 
10. Masz rodzeństwo?
11. Ulubiona siatkarka?

DZIĘKUJĘ JESZCZE RAZ ZA WSZYSTKIE NOMINACJE :)
Pozdrawiam. 

sobota, 29 marca 2014

Rozdział 48

Przywitałam się z Bartoszem i usiadłam po drugiej stronie stolika. Kiedy była już kawa zaczęliśmy rozmawiać. Nie przeszłam od razu do tematu, który ciągle mnie dusił i nie dawał spokoju. Pomówiliśmy najpierw o wczorajszym dniu. Nie licząc połączenia od rodzicielki, to zaliczam ten dzień do udanych. 
-Więc mów o co chodzi, bo na pewno nie chciałaś się spotkać od tak. Jakiś powód jest. - powiedział środkowy.
-Pokłóciłam się z Michałem. Nie spodobało mu się to, że wczoraj za mną poszedłeś... - powiedziałam niepewnie. 
-Ubzdurał coś sobie? - mówiąc to spojrzał mi w oczy, a ja odwróciłam głowę. 
Na drugim końcu kawiarni siedział Achrem z żoną. Znowu jest tam, gdzie ja...
-Możemy stąd iść? - powiedziałam nagle.
-Coś nie tak?
-Nie, po prostu tu ktoś zaraz nas zobaczy i o czymś pomyśli.
-Możemy iść do hotelu. - zaproponował. 
-Niech będzie, byle żeby nikt nas nie widział - lekko się uśmiechnęłam i wstałam po czym założyłam kurtkę i czapkę, a na końcu owinęłam się szalikiem.
Kilka minut później siedziałam w samochodzie Bartka. Nie odzywałam się, tylko patrzyłam przez szybę na budynki, które mijaliśmy. Przy okazji wyłączyłam telefon, który nieustannie zaczął dzwonić. Misiu, znowu sobie o mnie przypominasz? Nie wiem dlaczego tak na wszystko reagowałam, może ze złości i tyle. 
Były małe korki, więc dojechaliśmy dopiero po 30 minutach. Wysiadłam nieśmiało z samochodu i razem z siatkarzem udałam się hotelu. Jego pokój był na drugim piętrze. Kiedy już tam byliśmy rozejrzałam się uważnie po nim.
-Usiądź - powiedział, a ja aż się wzdrygnęłam. Wykonałam polecenie i przeniosłam wzrok na środkowego, który usiadł na przeciwko mnie. - No więc teraz możesz dokończyć.
Wzięłam haust powietrza i zaczęłam mówić. Wygadałam się też w sprawie Ignaczaka.
Opowiedziałam Bartkowi o tym, że nie tak dawno temu go odnalazłam. Wypytywał o kontakt z nim, a ja śmiało odpowiadałam na każde pytanie.
-Tego się nie spodziewałem - popatrzył na mnie i się uśmiechnął.
-No widzisz - odwzajemniłam uśmiech.
-Masz ochotę może na wino? - zaproponował, a moje serce znowu zaczęło szybciej bić. Co się dzieje?
-Chętnie - odpowiedziałam po dłuższej chwili zastanowienia się. Bartosz wyciągnął z torby czerwoną ciecz oraz dwie lampki. Skąd on to ma?
-Mam nadzieję, że lubisz czerwone wino.
-Bardzo - przyznałam. 
Środkowy nalał do przezroczystego naczynia wino i podał mi je. Zamoczyłam usta i przymknęłam na chwilkę oczy. 
-Dobrze, więc teraz chcę usłyszeć kilka słów o Tobie. - mówiłam cicho.
-Nie ma nic do opowiadania.
-Jak to nie ma? Na pewno jest coś ciekawego. Jak Ci się gra w Gdańsku?
-Dobrze, nie narzekam pani fotograf - uśmiechnął się.
-Te, te! Nie podlizuj się.
-Ja tylko mówię prawdę - zbliżył się.
-Co Ty robisz? - spojrzałam w jego oczy. Nasze usta były oddzielone tylko kilkoma centymetrami. - Bartoszu nie zachowuj się jak dzieciak.
-Wcale nie zachowuję się jak dzieciak. - delikatnie musnął moje usta. 
Gest przerodził się w namiętny pocałunek. Nie broniłam się, zapomniałam o Bożym Świecie. Zaniósł mnie do drugiego pokoju i położył na łóżko.
-Bartek, ja mam męża... - wyszeptałam. Powiedział coś pod nosem, a moim oczom ukazał się nagi tors siatkarza. Oddałam się mu... Głupia idiotka.

Rano wstałam szybko nie budząc mężczyzny. Miałam małe wyrzuty sumienia, co będzie jeżeli dowie się o tym Michał? Przecież on mnie zabije... Ubrałam się i napisałam na małej karteczce wiadomość do Bartka: 
"Przepraszam, nie powinnam tak robić. Uwiodłeś mnie, jednak nie będę mieć Ci to za złe, jeżeli nikomu nie powiesz. Niech to będzie naszą tajemnicą.
Milena."
Zabrałam torebkę i rozejrzałam się jeszcze po pokoju w celu sprawdzenia, czy wszystko wzięłam. Kiedy byłam już pewna, wyszłam z pomieszczenia. Pośpiesznym krokiem poszłam do domu.
No to się zacznie... - pomyślałam, kiedy przekroczyłam próg.
Rozebrałam się i przeszłam do kuchni, gdzie nalałam sobie soku. W domu cisza, kompletna pustka. Czyżby Michał gdzieś wyszedł? Odstawiłam szklankę i poszłam na górę. Nogi poniosły mnie do sypialni. Zajrzałam tam i odnalazłam mój skarb, któremu wystawały tylko nogi. Postanowiłam jednak go nie budzić. Z powrotem wróciłam na dół, gdzie wzięłam się za sprzątanie. Próbowałam jakoś wyrzucić z głowy to całe zajście. Jednak nie dało się. Wycierając kurze przypadkiem strąciłam wazon. Szybko pozbierałam szkła, jednak obudziłam Michała. Kiedy go ujrzałam sztucznie się uśmiechnęłam i poszłam do kuchni.
-Gdzie byłaś całą noc? - powiedział twardo w moją stronę.
-Yy... U ojca. - skłamałam.
-Wcale Cię u niego nie było, bo widziałem się z Igłą, nie kłam. - zmierzył mnie wzrokiem.
-Spędziłam noc w Twoim mieszkaniu, które się nie sprzedało. - kolejny raz skłamałam, ale nie potrafiłam powiedzieć prawdy. Wyjęłam klucze z kieszeni, które wcześniej przypadkiem wzięłam i położyłam je na blat kuchenny.
-Martwiłem się - podszedł do mnie i przytulił. 
-Nic mi się nie stało. Telefon się rozładował, a ja nie miałam ładowarki więc się nie dodzwoniłeś - spojrzałam w jego oczy.  
-Domyśliłem się. Dobrze, ze już jesteś - rzekł i wpił się w moje usta.
-Przepraszam, że tak wyszło - oderwałam się na chwile od niego. 
-W porządku - uśmiechnął się szeroko i ponownie mnie przytulił. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, myślę że niczego się nie domyślił, bo starałam zachowywać się normalnie. Po śniadaniu udaliśmy się do sklepu, bo w lodówce była pustka. Zakupiliśmy wszystkie niezbędne produkty i z powrotem wróciliśmy do domu, gdzie wspólnie zaczęliśmy robić obiad. 


WITAM! :)
Kolejna dłuższa przerwa spowodowana brakiem czasu. O nauce już nie wspomnę. PS. Dla wszystkich młodszych czytelników, życzę powodzenia na sprawdzianie Szóstoklasisty, który już we wtorek. ;)
Bardzo Was przepraszam za ten rozdział, ale nie potrafiłam nic wymyślić. Pisałam go dobry tydzień.
Myślę, że następny pojawi się szybciej i nie będziecie musieli tyle czekać.
Więc nie będę się rozpisywać ;) Miłego wieczoru, do następnego!

wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 47

Następnego dnia obudziłam się dość szybko jak na resztę imprezowiczów. Pomimo, że bardzo chciałam to i tak nie mogłam zapomnieć o rozmowie z matką. Może powinnam spróbować znaleźć w sobie siłę żeby jej wysłuchać? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Moje głębokie przemyślenia przerwało nagle czyjeś chrząkniecie. Odwróciłam się i zobaczyłam Alka, który spytał:
-Czemu już nie śpisz ?
-Mogłabym Cię zapytać o to samo. - uniosłam głowę, aby spojrzeć na niego.
-Wiesz, ja jako kapitan starałem się dać im dobry przykład i nie piłem zbyt wiele - powiedział z tym swoim charakterystycznym uśmiechem.
-A no tak... coś słabo Ci poszło, bo mam wrażenie że większość będzie dziś zdychać. -zaśmiałam się.
-Oni może tak, ale ja nie.
Zaśmialiśmy się obydwoje w tym samym czasie. Nie wiedziałam czy pytać Alka o jego relacje z żoną lecz kiedy widziałam, że jakoś dziwnie na mnie patrzy postanowiłam się zmyć pod prysznic:
-Wiesz ja chyba pójdę pod prysznic, bo jak wszyscy się obudzą to się tam nie dopcham.
-Jasne, leć, ja zrobię sobie kawy, a Ty chcesz ?
-A chętnie, dzięki. - odparłam.
Kiedy szłam pod prysznic zauważyłam, że drzwi do jednego z pokoi są otwarte, tam miał spać Bartek. Mimowolnie zajrzałam tam, jednak było pusto co mnie zdziwiło, ale postanowiłam nie dociekać, pewnie trener kazał mu szybko wracać. Wzięłam szybki prysznic i zeszłam z powrotem na dół, gdzie nie było już Alka tylko siedział mój mąż. Rozpromienił się na mój widok i powiedział: 
-Cześć skarbie.
-Hej – odpowiedziałam z uśmiechem.
-Jak się spało?
-Z takim Misiem jak Ty? Super, jak zawsze zresztą- pocałowałam go w policzek i usiadłam mu na kolanach.
-To się cieszę, a powiedz mi gdzie Ty wczoraj zniknęłaś ? Szukałem cię ja, nawet Alek cię szukał, bo miał jakąś sprawę.
-Ja? – udałam ciut zdziwioną.
-No tak Ty, nie było Cię jakąś chwilę.
-A wiesz, musiałam się chwilę przewietrzyć – nie chciałam mówić Michałowi o rozmowie z matką, bo wiedziałam co on o tym myśli.
-Tylko przewietrzyć ? Wiesz zaraz za Tobą wybiegł Bartek Gawryszewski... - zaczął.
-No weź nie żartuj, Michał. Chyba nie jesteś o niego zazdrosny?
-Po prostu pytam. Rozmawiałaś z nim wtedy? – coraz bardziej nie podobał mi się ton jego głosu.
-Tak, rozmawiałam, chyba mi wolno, nie sądzisz? 
-Jasne, pewnie że tak, rozmawiaj sobie z kim zechcesz, tylko nie z własnym mężem. O niczym mi już nie raczysz mówić. Co się z Tobą dzieje? – to pytanie już prawie wykrzyczał.
-Ze mną co się dzieje? Lepiej popatrz na siebie.
Natychmiast wstałam z jego kolan i pobiegłam na górę po moją torbę, nie chciałam mu dać tej satysfakcji i rozpłakać się przy nim. O nie! Tym razem będę silna. W szybkim tempie zeszłam na dół i nie zwracając uwagi na tłum gapiów, których zapewne obudziliśmy własną kłótnią wyszłam z domu. Szłam przed siebie, jednak było strasznie zimno a ja nie miałam dokąd pójść. Do głowy przyszedł mi tylko jeden osobnik. Miałam nadzieję że jeszcze nie wyjechał z Rzeszowa. Kiedy wyciągnęłam telefon i szukałam jego numeru w kontaktach serce zaczęło mi szybciej bić. 
Ale zaraz co ja mu powiem? Ot tak sobie dzwonię. Nawet nie wiem kiedy usłyszałam już sygnał połączenia, po 3 sygnałach w końcu odebrał:
- Bartek! Cześć Milena z tej strony - powiedziałam niepewnie.
….
- Mam pytanie. Jesteś może jeszcze w Rzeszowie?

-Serio? To super, bo chciałabym się z Tobą spotkać i pogadać.

-To w takiej małej kawiarence naprzeciwko ronda? Powinna być dziś otwarta.

- Ok. Do zobaczenia.
Rozłączył się, a ja miałam mętlik w głowie. Jeny, co ja wyprawiam? Po co dzwoniłam? Teraz troszeczkę żałuję, ale może ta rozmowa mi się przyda? W małżeństwie zaczęło się trochę dziać, wieczne pretensje Michała o małe drobnostki. Nagle zaczął się interesować z kim rozmawiam. A może jeszcze będzie chodził za mną do łazienki? Rozumiem, że jest moim mężem, ale chyba można mieć ciut prywatności, prawda? 
Zobaczyłam, że matka dzisiaj znowu próbowała się do mnie dodzwonić. Ona widać też sobie o mnie przypomniała. Może w tygodniu z nią porozmawiam... 
Dotarłam szybko na miejsce, gdzie miałam się spotkać z Bartkiem. Kiedy tylko weszłam ujrzałam środkowego przy stoliku pod oknem...


Dobry wieczór. :)
Na samym początku dziękuję bardzo Milenie, która mi pomogła. ;) Jesteś wielka! <3
Kochani, blogger ostatnio strasznie mnie denerwuje. Nie zapisuje wcale rozdziałów... Lub też nie mogę się zalogować na konto, jednak w końcu się udało.
Myślę, że więcej się to nie powtórzy. Rozdział krótki, bo krótki, ale zawsze jest. ;)
No to do następnego Kochani Czytelnicy!
Pozdrawiam, Jullaa.


                    PS. Już nie mogę się doczekać premiery tego filmu.